sobota, 29 stycznia 2011

Wreszcie trochę czasu na poezję...


Wydawnictwo: ISKRY
ISBN: 978-83-244-0147-5
Format: 12.5x19.5cm
Ilość stron: 76
Oprawa: Twarda z obwolutą
Wydanie: 1, 2010 r.

Jakby nigdy nic to tomik baaaaardzo "refleksyjnych wierszy o miłości, przemijaniu, relacjach z bliskimi. Poeta kreuje wrażenie, że dopuszcza czytelnika do swoich najbardziej intymnych tajemnic – ale to tylko złuda, bo nie o sobie opowiada, ale o przeżyciach, których doświadczamy wszyscy" - tyle nota wydawcy. A moja? Czytelnika? Kobiety niemającej czasu na czytanie poezji? Wreszcie - kobiety, która ten czas w końcu znalazła? I wiecie co? Ogromnie się z tego cieszę - nie pamiętam, kiedy ostatnio miałam jakiś tomik poezji w ręku... a zaczytywałam się nią w latach moich odległych licealnych, potem studenckich. A potem przyszło życie - a z nim ten ciągły pęd za czymś albo chęć poradzenia sobie, albo sprostania jakimś wymaganiom, czyimś oczekiwaniom - męża, dzieci, pracodawcy, znajomych i przyjaciół - i zabrakło czasu na poezję, na kontakt z nią i "ubogacające" obcowanie - a z perspektywy lat mogę tylko powiedzieć, że to ogromna szkoda. Bo poezja sprawia, że dusza mniej boli, a czytając słowa, które wyszły spod pióra poety - ja sama przynajmniej - mam często wrażenie, że to jest to, co mi w duszy gra, co dokładnie tak samo czuję i chciałabym powiedzieć, wyrazić - ale ani tak pięknie tego zrobić nie mogę, ani nie potrafię. Pamiętam, że w szkole nie lubiłam na samym początku lekcji polskiego poświęconym wierszom - tej odwiecznej analizy i dociekania, co poeta miał na myśli. Gęsiej skórki dostaję nawet dzisiaj na samą myśl o tym. A prawdę powiedziawszy - guzik mnie to dziś obchodzi i niewiele więcej obchodziło kiedyś. Dla mnie liczy się to, czy wiersz porusza jakieś struny w mojej duszy, skłania do refleksji, czy mam wrażenie, że oto właśnie przeczytałam coś, co i mnie po głowie się tłukło, ale wyjść z niej nie mogło, bo ogranicza mnie całkowity brak talentu w tym względzie i język jak kołek - bo jak potrzeba, to on już nie taki giętki, żeby wyrazić to wszystko, o czym pomyśli głowa. Chociaż - tak naprawdę, to ja nawet chyba nie potrafię tak pięknie jak poeta pomyśleć, ale tak mi się często podczas czytania poezji zdaje - że ja tak samo własnie pomyślałam. Ech, skomplikowane to wszystko - a wiersze Tomasza Jastruna, poety, prozaika, krytyka literackiego i eseisty, autora reportaży (a tak zupełnie prywatnie syna poetki Mieczysławy Buczkówny i pisarza Mieczysława Jastruna) są świetne. Refleksyjne i wzruszające. Piękne. Lubię w poezji to, że mogę czytać "na chybił - trafił", otworzyć książkę, gdzie popadnie i czytać. A dawno tego nie robiłam. Czas wrócić do dobrych zwyczajów i nawyków

***
Pieśń nad pieśniami

Moja mama
Dziwi się, że jestem taki stary
- Jezus Maria
Co się z tobą stało - 
Dotyka czułą dłonią 
Mojej twarzy
I próbuje ją wygładzić
- Przecież mój ojciec
Gdy ginął w obronie Warszawy
Mógł być teraz twoim synem 
Wszystko tak się poplątało -

Nawet jeśli się poplątało
Mamo
To już się rozplątuje

A mój mały synek
Od tysiącleci 
Ssie pierś swojej mamy
I sapie
I  mruczy pieśń nad pieśniami
***

Mój mały synek też ją często mruczy, kiedy czytam leżąc obok niego...

3 komentarze:

wiersze w cynamonie pisze...

Masz rację - wiersz ma PORUSZAC. Pozdrawiam.

Katja127 pisze...

No właśnie, a tak rzadko po nie sięgam. Ale będę do Ciebie zaglądać - spodobał mi się Twój wirtualny kącik:-) Odwzajemniam pozdrowienia:-)

Fylypek pisze...

wzruszyłem się czytając 'Pieśń nad pieśniami' :(
ogólnie niezłe posty.
obserwuje!