piątek, 10 lipca 2009

Psy z Rygi - Henning Mankell


Moja wakacyjna miłość do Wallandera kwitnie i ma się jak najlepiej. "Psy z Rygi" przeczytałam już jakiś czas temu, zaraz po "Mężczyźnie, który się uśmiechał", ale czasu na napisanie krótkiej chociażby notki brak mi notorycznie, dlatego dopiero dziś wzmianka. I od razu na początku muszę zaznaczyć, że jak tak dalej pójdzie, to przeczytam wszystkie książki Mankella i co wtedy? Chyba sobie w łeb strzelę z żalu, że wszystko przeczytałam, i dalej już tylko pustka.... Ale póki co, przeczytałam dopiero drugą jego książkę (więc jeszcze kilka przede mną – całe szczęście), a ta znów bardzo mi się spodobała, chociaż … mam małe „ale”

W „Psach z Rygi” Wallander znów pracuje nad rozwiązaniem kryminalnej zagadki, tym razem związanej z tajemniczym pontonem ratunkowym, który przybija do wybrzeży Szwecji. Zostają w nim odkryte zwłoki dwóch mężczyzn, jak się później okazuje są to obywatele Łotwy powiązani z tamtejszym światkiem przestępczym. W celu wyjaśnienia tej zagadki przyjeżdża do Ystad łotewski policjant, major Liepa. To co łączy obu panów, Wallandera i Liepę, to nie tylko wspólna praca, nawiązuje się między nimi coś, co wprawdzie trudno nazwać przyjaźnią, ale na pewno jest to zabarwione sporą dawką wzajemnej sympatii.
W książce dzieje się wiele, akcja toczy się wartko, Wallander wypija kolejne litry kawy, a nawet ląduje w szpitalu, bo jego organizm zmęczony długotrwałym stresem i niezdrowym trybem życia odmawia współpracy.
Gdy po powrocie na Łotwę Liepa zostaje zamordowany, Wallander jedzie na Łotwę, aby wesprzeć łotewską milicję w pracy nad wyjaśnieniem tego skomplikowanego morderstwa. W tym momencie pierwsze śledztwo z pontonem w tle schodzi na dalszy plan, a książkę zaczyna się czytać, jakby była kanwą do scenariusza amerykańskiego filmu akcji rodem z Hollywood zwłaszcza samo zakończenie w iście hollywoodzkim stylu. To moje pierwsze „ale”. Drugie: bardzo naciągany wydaje mi się „wątek miłosny” - Mankell o wiele lepiej opisuje Wallandera i jego pracę niż kiełkujące w nim uczucie – a może tak mi wygodniej? Może Wallander podoba mi się właśnie dlatego, że u jego boku nie ma kobiety, a w „Psach...” jedna się pojawia? Sama nie wiem, czemu tak bardzo raził mnie ten wątek w powieści. Z nieskrywaną przyjemnością czytałam, jak Mankell opisał całą tę szwedzką otoczkę, która sprawia, że czytelnik poznaje Szwecję od innej strony, Szwecję zupełnie inną od tej przedstawianej w turystycznych folderach. Bardzo realistyczne wydaje się przedstawienie przez Mankella łotewskich realiów społeczno - politycznych, biedy zwykłych ludzi, wyznawanych przez nich wartości i dążeń narodowowyzwoleńczych z jednej strony i bogactwo, polityczne machlojki i skorumpowanie wysokich urzędników z drugiej strony. Poza tym trochę za dużo tu polityki, a to sprawia, że z kryminału stają się „Psy z Rygi” w pewnym momencie thrillerem – ALE mimo to, a może właśnie dzięki temu, czyta się toto z zapartym tchem i wypiekami na twarzy. Zdecydowanie jest to pozycja godna polecenia na kolejne wakacyjne spotkanie z książką.

Zakończę bardzo banalnym stwierdzeniem - dla mnie Wallander i opowieści o nim to prawdziwa czytelnicza uczta. Już nie mogę się doczekać kolejnej książki

3 komentarze:

be.el pisze...

Tyle dobrego słyszałam o tym pisarzu, że w koncu trzeba by cosik przecytać. Tylko kiedy kiedy. Jeszcze tylko kilka dni wolnosci i się zacznie:( Mialam kiedyś coś chyba Zaporę ..... ale nieprzeczytaną oddałam do biblioteki. Może jeszcze raz się skuszę:)

Katja127 pisze...

Oj, koniecznie, koniecznie. Jakby co, jakbyś znalazła troszkę czasu i ochoty, to służę moją półeczką:-)

Anonimowy pisze...

ja z tej serii czytam ,, Widma w miescie Bresalau ,, - swietna :D