niedziela, 2 sierpnia 2009

Biała Masajka - Corinne Hofmann

"Biała Masajka" to książka, którą przeczytałam na okoliczność mojego uczestnictwa w "Kolorowym czytaniu" ze względu na kolor biały w tytule. Książka została napisana przez młodą Szwajcarkę, Corinne Hofmann, która w tym swoistym pamiętniku zapisała swoje życie na przełomie kilku lat spędzonych w afrykańskim buszu, u boku Lketingi, masajskiego wojownika.

Nie potrafię jeszcze zebrać moich wszystkich myśli i odczuć po lekturze tej książki. Sięgnęłam po nią po bardzo entuzjastycznej rekomendacji mojej przyjaciółki. Zachwycona "Białą Masajką" sama mi ją przywiozła ze słowami: "Czytaj, czytaj - ja zabieram Klarkę na spacer, a ty czytaj. Jak znam życie, to jeśli zaraz nie zaczniesz jej czytać, to będzie leżeć na półce, aż nie poproszę o jej zwrot. Czytaj, kochana, o nic się nie martw". Co miałam zrobić, zaczęłam czytać - przyjaciółka nie zostawiła mi żadnego wyboru...

Nie wiem, co jest dziś silniejsze - moje poirytowanie postępowaniem autorki, jej naiwnością, krótkowzrocznością, czy może jednak jest to w pewnym sensie podziw - jakby nie było, dla miłości rzuca wszystko - całe swoje dotychczasowe życie, rodzinę i przyjaciół, pracę, dobrze prosperujący butik - i poślubia dumnego Masaja, mając nadzieję na wspaniałe życie u jego boku, wielką życiową przygodę w Afryce, poznanie nowych ludzi. Oboje znają kilka słów po angielsku, a mimo to udaje im porozumieć. Tylko, że ja mam nieodparte wrażenie, że cała ta miłość i ślub są jakieś takie naciągane. Masaj w ogóle nie mówi o uczuciu, bardziej zajęty jest swymi kolegami i kolorowymi koralikami na szyi niż naszą bohaterką i autorką w jednej osobie. Jest raczej zdumiony jej kolejnymi przyjazdami do Kenii i okazywanym mu zainteresowaniem z jej strony.

Po długim namyśle dochodzę jednak do wniosku, że książka bardziej mnie denerwowała niż mi się podobała. W wielu momentach myślałam o bohaterce nawet "jaka ona głupia", ale jest coś takiego w tym, co Hofmann opisuje, co nie pozwala się oderwać od czytanego tekstu i każe czytać dalej. Ciekawość innego świata? Ciekawość, jak zareaguje czy jak sobie poradzi z jakimś problemem? Nie wiem, to wszystko jeszcze jest za świeże. Faktem jest, że może podobać się czytelnikowi upór Corinne, jej determinacja, z jaką dosłownie walczy o załatwienie paszportów i wiz dla męża i córki; fantazja, która pozwala jej kupować kolejne zdezelowane auta i jeździć nimi po afrykańskich bezdrożach; odwaga i siła, z jakimi prowadzi sklep w małej afrykańskiej wiosce; zdecydowanie, które pomaga jej działać, gdy inna kobieta ma kłopoty podczas porodu - to tylko kilka przykładów przemawiających na korzyść autorki. W większości jednak, uczuciem, które mi towarzyszyło podczas lektury była zwyczjna irytacja, że autorka nawet nie zrobiła sobie szczepień wyjeżdżając do Kenii, że miłość do Lketingi tak ją zaślepiła, że nie widziała tego, jak wiele różnic kulturowych ich dzieli, jak bardzo przedmiotowo on ją traktuje, złościło mnie, że ona nie widzi jego - nie wiem - lenistwa czy nieróbstwa - był przecież wojownikiem, a dumni masajscy wojownicy nie kalają się pracą. Jej zaślepienie jest ogromne. Tylko, że mnie spokoju nie dawała myśl, co ona sobie po tym związku obiecywała, czego oczekiwała? Jasne jest przecież to, że Masaj wychowany w tradycji plemiennej nie bierze sobie żony, żeby po ślubie iść do pracy i pracować na utrzymanie nowej rodziny - sytuacja jest zupełnie odwrotna - to żona musi się wszytskim zająć, wyżywieniem i utrzymaniem rodziny. Zderzenie tych dwóch kultur jest tak ogromne, że nie sposób o tym nie myśleć jeszcze jakiś czas po przeczytaniu "Białej masajki" - a wierzcie mi, naprawdę jest nad czym myśleć i zastanawiać się. Czy ktoś z Was byłby gotów poświęcić wszystko dla takiej miłości? Czy zastanawialiście się kiedyś nad tym, co byście powiedzieli, gdyby córka przyszła i powiedziała: "Mamo, tato - wychodzę za Masaja i wyjeżdzam do Afryki, będziemy się widywać raz w roku, albo i rzadziej" - czy ktoś z Was zastanawiał się nad tym? No, oczywiście - sprawa jest jasna - nie ma co łamać sobie głowy na zapas - jak córka tak kiedyś powie, to będziemy myśleć (choć i tak z pewnością niewiele zdziałamy - na miłość nie ma przecież lekarstwa). Ale ja Wam jedno powiem po lekturze "Białej masajki" - ja mam trzy córki, i pewna myśl nie daje mi spokoju...

Autor: Corinne Hofmann
Język wydania: polski
Oprawa: Miękka
Wydawca: Platon

Liczba stron: 304

28 komentarzy:

clevera pisze...

Nie chcę straszyć, ale ta myśl może dotyczyć każdego mężczyzny jakiego przyprowadzą córki do domu. Nie trzeba zaraz wyjeżdżać do Afryki.:))

Katja127 pisze...

O tym nie pomyślałam, już mnie wystraszyłaś - na razie przerażała mnie tylko wizja tej Afryki - ale rzeczywiście - chyba w przypadku naszych córek nie trzeba aż do Afryki wyjeżdżać...

Kasiek - o mnie pisze...

miałam tak samo. Ona mnie tylko irytowała. Ciągle po głowie mi się kołatało "co za głupota" "Infantylna"

Lilithin pisze...

No ale ja nie rozumiem, no nie rozumiem co to za miłość? Wiem, że miłość do pojęcie niedefiniowalne, ale jak wyglądało ich porozumienie? Jestem głodny, chce mi się pić? Czy mogli rozmawiać na osobiste tematy, otworzyć przed sobą serca?

gosia pisze...

miałam podobne odczucia,troszkę mnie denerwowała,,ale musiałam dokończyć czytanie ...i tak kończę już 3 część :))

Katja127 pisze...

Kaśku, dokładnie - "co za głupota! Kobieto, otrząśnij się!" - ale dobrze się ocenia z perspektywy wygodnej kanapy czy fotela, jeśli problem nie dotyczy nas bezpośrednio.

Katja127 pisze...

Lilithin - ja też nie rozumiem... Hofmann wyczerpała moje wszelkie pokłady cierpliwości i zrozumienia ... wg mnie to wszystko grubo naciągane - ani szaleńcza miłość, ani dupecznie fantastyczny seks - z tego co ona opisuje, to to jałowe jakieś...

Katja127 pisze...

Gosiu, witam na moim blogu - nawet nie wiedziałam, że są dalsze części. Gratuluję samozaparcia i determinacji w ponownym sięganiu po książki opisujące dalsze jej losy. Czy są tak samo irytujące, jak w pierwszej częsci? Pozdrawiam:-)

bsmietanka pisze...

To była jedna z tych książek, które jakoś strawiłam, ale do końca nie wiem jak - największy grafomański bełkot jaki w życiu swoim czytałam.

Katja127 pisze...

bsmietanko, witam serdecznie:-) no widzisz, chyba wszyscy tak mają - to, co się czyta, wkurza do granic wytrzymałości, ale coś każe doczytać ją do końca - na szczęście mamy ją za sobą, a po kolejne części nie musimy WCALE sięgnąć...

magamara pisze...

Ciekawa jestem, jakie sa motywacje tego watku. To fabula pisana pod temat zderzenia dwoch kultur (z tego, co piszesz obyczajowo i kulturowo skrajnych) czy klimat postkolonialny? Czy jezykowo jest tez tak kiepsko jak z kreacja bohaterow?

Dziekuje za recenzje :)

Katja127 pisze...

Magamaro - raczej to pierwsze. Szok kulturowy jest tak wielki, że potęguje jeszcze tylko tę narastającą podczas czytania irytację, że autorka brnie w związek bez przyszłości i nie widzi rzeczy oraz spraw oczywistych.
Pod względem językowym określiłabym ją jako przeciętną - ani specjalnie kiepska, ani piękna - ot, czyta się toto...

Anonimowy pisze...

Hmmmm, kupiłam tę książkę w lipcu w strefie bezcłowej, tak na wszelki wypadek - gdyby wakacje okazały się nudne. Wakacje były cudowne, a mimo to już w pierwszym tyg. pochłonęłam tę książkę. W pierwszym odruchu byłam zachwycona - wielka miłość, poświęcenie, wytrzymałość... Mój mąż twierdził: to jakaś wariatka! Czym się ekscytujesz? A teraz, po kilku tyg., mam mieszane uczucia, bo z jednej strony historia jest bardzo romantyczna i chce się w nią wierzyć, mało! - wszystkie chcemy to przeżyć. I to jest chyba tajemnica tego, że jest tak zajmująca. Z drugiej jednak strony dużo w niej np. BARDZO szczegółowych opisów wypraw autorki po buszu i problemów z tym związanych, organizacji sklepu, itp., a jednocześnie BARDZO mało, zbyt mało (moim zdaniem) opisów jej codziennego życia u boku męża, sposobów komunikowania się, dzielenia trosk i szczęśliwych chwil - to jest miłość, a przecież po to Corinne tam pojechała i o tym traktuje książka. Odnosiłam czasem wrażenie, że Lketinga jest wątkiem pobocznym w całym tym zamieszaniu. I jeszcze wątek masjaskiej Mamy. Dopawdy - niewiarygodny! Jak "Masajka od pokoleń" bez żadej możliwości nawiązania kontaktu (poza porozumieniem wzrokowym i kilkoma uśmiechami), w zasadzie bez kontaktu z tzw. cywilizowanym światem może ot tak, dla Corinne poddać w wątpliwość wartości, w szacunku do których została wychowana i zgodnie z którymi żyje? I robi wyjątek... Trochę trudno mi to pojąć, bo nawet my, w dobie globalnej komunikacji, tacy światli i tolerancyjni, czy jesteśmy w stanie na takie otwarcie na inne warości i inną kulturę??? Tak czy inaczej - przeczytam tę książkę jeszcze raz. Chłodnym okiem :) Pod względem językowym nie ośmielę się książki ocenić, bo mamy do czynienia z tłumaczeniem (ja mam Historię Białej Masajki, czyli wszytko w jednym). Tłumacze mają rzeczywiście nieznośną trochę manierę popełniania błędów w składni, a pamiętajmy, że niemiecki szyk wyrazów w zdaniu jest bardzo ściśle określony. Być może jest to więc zamierzone, bo z jednej strony irytuje, a z drugiej nie pozwala przestać czytać... :)

NRJ pisze...

Mnie jednak ta książka irytowała do granic możliwości. PRzede wszystkim o pomstę do nieba woła glupota tej baby i naiwność. Wcale mi jej nie żal, bo jeśli człowiek podejmuje takie decyzje (nawet dla miłości
0 powinien przewidzieć choć promil konsekwencji, jakie go czekają.

A'propos konsekwencji, ale w innym znaczeniu. Hoffman w czytadle, ktore popelnila, jest w wielu miejscach niekonsekwentna. W Wielu miejscach brakuje logicznego ciągu. Autorka zna kilka slow po angielsku, a jednak w wielu miejscach opisuje dosc mocno rozbudowane monologi z Lketingą.

Poza tym, ksiazka jest napisana językiem 15-to latka. Słabe, szkolne wypracowanie. Aż boli, kiedy się to czyta. I nie jest to kwestia polskiego tłumaczenia, bo przeglądałem brytyjskie wydanie. JEst jeszcze gorzej.

Plusy tego czytadłą to dobra fabuła, która została jednak spieprzona przez nieudolnego "pisarza" i magnes. Chęć dowiedzenia się, co bęzie dalej i jak się potoczy.

Odradzam. Szkoda czasu.
Polecam "Ostatniego barona PRL-u, czyli biografię Walldorfa".

Anonimowy pisze...

ja widzialam film i teraz mam zamiar siegnac po ksiazke. dlaczego? bo sama zakochalam sie z kenijczyku, nie jest masajem ale pochodzi z nairobi. mam 24 lata i nie wiem czy powinnam wyjsc za kogos z tak "innego" swiata...

Anonimowy pisze...

Też przeczytałam książkę, a potem obejrzałam i film i jedno nie daje mi spokoju....skoro autorka tak bardzo kochała tego mężczyznę, że zrezygnowała z dotychczasowego, luksusowego życia, to dlaczego zrezygnowała z Kenii i miłości w tak szybkim czasie? Była chyba świadoma tego, że dzielą ich ogromne różnice, ale nie potrafiła się do nich dostosować, chociaż jej mąż szedł na różne ustępstwa. Dotykał ją, całował, mył i na swój sposób pomagał, gdy inni patrzyli na niego zszokowani. Moim zdaniem trochę to naciągane....po prostu bogata dziewczyna chce przeżyć przygodę...inaczej to sobie wyobraża, a gdy przekonuje się, że jest całkiem inaczej po prostu ucieka. Tak nagle przechodzi jej miłość do męża, a jedyny powód jakiego się dopatrzyłam to chyba zazdrość, no i jego brak pomocy, ale tego mogła się spodziewać, gdyż wojownicy nie pomagają kobietom.....

Anonimowy pisze...

Mnie się książka podobała. Nie oceniałam autorki z tej strony co ją kierowało,ale jak sobie radziła w życiu w Afryce.
Piszecie, że kto by był zdolny rzuć wszystko w cholerę i zostać w Afryce? Właśnie nikt.
I to nas różni od Corinne. Dla niej nie było granic. I za to ją podziwiam.
Po za tym, z tego co zauważyłam w książce to jej Lketinga był inny, a czy z naszymi facetami tak nie jest? Najpierw się satra a po ślubie jest inaczej?

Marta pisze...

mnie też sie książka podobała i to bardzo, pewne zarzuty które tu zostały podniesione uważam że nie do końca są trafne. Uważam że to niesamowite tak sie poświęcić by byc u boku kogos kto obudzil w nas uczucia ktorych bysmy sie nie spodziewali. Byla ona troche naiwna mysląc ze to się uda, ale jak się kogoś kocha to nie mysli się całkiem rozsądnie. Czasem wystarczą gesty, czyny, pojedyńcze słowa by się rozumieć w tym przypadku widocznie z czasem brakło tego porozumienia. Różnice były strasznie dużo. Tez się zastanawiam czemu z niego zrezygnowała dość szybko. Sądze tez ze nie słuchała rad które jej dawali ksiądz i ta inna biała kobieta co do ich obyczajów. Czasem proste gesty które nam sie wydaja normalne i efektem uprzejmości tam miały całkiem inne znaczenie. Chyba nie zdawała sobie sprawy z tego, myslala ze miłość wszystko pokona. Wiadmome ze poczatkowe jest pieknie ale z czasem przychodza problemu normalne codziene zycie i wtedy zaczynaja sie schody( i to nie tylko między tak różnymi kulturami ale między każdymi ludzmi, popaczcie na swoich mężów czyż nie było inaczej na początku- beztrosko, teraz sa problemy inne troski i nie zawsze jest tak cudownie różowo) Za mało znała ich kultura i nie przystosowała się do nich. Wydaje mi sie ze on i tak złamał dużo swoich sztywnych reguł i gdyby bylo wieksze porozumienie i wyjasnienie pewnych nakazów zakazów to może by żyli razem do tej pory.

Anonimowy pisze...

Dawno nie spotkałam się z taką jawną głupotą jaka prezentuje sobą ta cała biała masajka. Głupia, niedokształcona, naiwna. Chyba ostatni szwajcarski relikt nieznający języka angielskiego. Żenujące babsko. Zmusiłam się by obejrzeć film a następnie zmusiłam się by przeczytać książkę bo nie potrafiłam uwierzyć, że w Europie mogą żyć tak beznadziejnie głupi ludzie.

Anonimowy pisze...

i jeszcze się zastanawiam po co ona to opisała ??? Chyba dla kasy, bo nie sądzę, by znalazła się druga podobnie głupia osoba...
Zresztą szkoda czasu nawet to komentować

kinii pisze...

Wiecie co? Nie oceniajcie w tej książce stylu, języka czy pisowni. Nie o to chodzi czy wydanie polskie, angielskie czy niemieckie. Chodzi o samą opowieść, która, nie ukrywajmy jest fantastyczna.

'anonimowy' - byłaś kiedyś w Afryce? Jeśli nie to proszę cię nie wyciągaj pochopnych wniosków, że musiała by to być 'głupia osoba', bo dużo europejek decyduje się na wyjazd z miłości i zostaje tam, i są całkowicie szczęśliwe! Ja sama za głupią się nie uważam, skończyłam studia i aktualnie mieszkam w Nigerii. Więc proszę nie komentowac jak nie masz nic ciekawego do powiedzenia!

Anonimowy pisze...

Do NRJ: Jeśli już krytykujesz, to zadbaj o poziom swojej krytyki: "Autorka zna kilka slow po angielsku, a jednak w wielu miejscach opisuje dosc mocno rozbudowane monologi z Lketingą." Cóż, biorąc pod uwagę naturę monologu, to nie widzę w tym nic dziwnego, mogła wygłaszać obszerny monolog w dowolnym języku ;) Tylko jak prowadziła monolog z mężem? He he, uśmiałem się. A co do książki to się zgadzam, irytująca autorka/bohaterka, książka napisana kiepsko...

Anonimowy pisze...

czytam te wszystkie komentarze i boli mnie, ze osoba, ktorej ksiazka i cala ta historia sie nie podoba od razu nazywa autorkę - głupia, infantylną wariatkę..., zgadzam sie, ze zadania moga byc podzielone ale ..., ciekawa jestem czy Ci najwieksi krytycy potrafiliby choc jeden dzien przezyc w buszu i byc tak zaradnym jak autorka

Anonimowy pisze...

A mi się wydaje (tylko po obejrzeniu filmu - czytanie książki dopiero przede mną), że miłość była tylko środkiem żeby spróbować życia w Afryce. Egzotyczny facet to jedno ale sama Afryka, jak dla mnie i, to miłość od pierwszego wejrzenia. Klimat, atmosfera, kraj zupełnie inny od naszych europejskich, to coś co pociąga najbardziej. Ja nie miałam tyle odwagi żeby wyjechać na stałe, swojego czasu wujeżdżałam tam wiele wiele razy i chociaż minęło już od tamtej pory sporo lat dalej pamiętam i kocham ją. Ze wszystkimi plusami, ale i z jej wszystkimi minusami, od korupcji po nieszczerych i bardzo kłopotliwych ludzi. Ale taki już urok Afryki. Jest jak narkotyk.

ps. Co do stylu pisania autorki to siedziałam trochę w redagowaniu tekstów i nawet jeśli autor ma złą stylistykę to redakcja powinna ją poprawić. Z każdą publikacją tak jest. Ale przeczytam i sama sprawdzę.

madi

Anonimowy pisze...

usprawiedliwiam zachowanie i postępowanie naszej bohaterki i w pełni ja rozumiem, tak postępuje zakochana kobieta i miłość ją tłumaczy, podziwiam ją

Anonimowy pisze...

Obejrzałam film, który mnie nie zachwycił.Przeczytałam książkę,cóż..Liczyłam na coś innego niż niesmak i irytacja.Czytając Afryki ani nie widziałam, ani nie czułam, za to dokładnie wiedziałam ile godzin bohaterka czym jedzie(Szwajcarka pewnie miała szwajcarski zegarek).Myślałam,że coś więcej dowiem się o kulturze i tradycji.Owszem dowiedziałam się, tylko,że nijak to się ma do tego co o Masajach czytałam:była z Nim paść kozy,a wypasem zajmują się chłopcy;twierdzi,że Masaj nie może jeść posiłku przez kobietę sporządzonego a Masajki przygotowują posiłki dla CAŁEJ rodziny;sex zaś..chyba kobitka miała peszek,bo wszędzie opisywani są Masaje jako dobrzy kochankowie,którzy uważają sex również pod kątem duchowym.Nie wiedziałam co jadła(z reguły piła herbatę)za to dowiedziałam się jak robiła siusiu(cóż,dużo piła)No i pogratulować narzeczonego,który bez oporów pogłaskał po główce i pozwolił jej odejść do Masaja-marzenia tysiąca kobiet(zero łez,awantury);)Ale pozazdrościć zarobionej kasiorki za opublikowanie książki,na butiku pewnie by nie zarobiła?

Anonimowy pisze...

Po części zgadzam się z panią, jeśli chodzi o kulturę tych plemion.Przyznaję, książki do końca nie przeczytałam,przestałam w połowie, stwierdzając,że i tak wiem jak się kończy.Stanowczo wolałam film, tam przynajmniej nie"słyszałam" jej idiotycznych wywodów i rozmyślań.Ja się tak w ogóle zastanawiam,czy to wszystko to prawda? Czy aby p.Hofmann nie wpadła na genialny pomysł wymyślenia z nudów, czy braku pieniędzy, na napisanie takiej historii ogłaszając przy tym wszem i wobec, że to jej przeżycia-dla dobrej reklamy? Natura ludzka jest wścibska, lubimy cudze historie, bo nasze życie jest przez nas postrzegane jako nudne..nieciekawe..Gdyby taka książka ot tak weszła na rynek, to ile osób by ją kupiło? Skoro to cudza historia - nic dziwnego, że sprzedaż doprowadziła do powstania bestsellera..Ale ja jestem od, taką sobie prostą kobietą, która twierdzi, że nie mogła by się zaprzyjaźnić z Biała Masajką, za to co sobą reprezentuje - "pustostan mózgowia", jak nazwała ją moja córka, która akurat przeżywa normalną miłość. Jedyne co dobrego ta książka we mnie wywołała to to, że zaczęłam buszować w internecie i okazało się, że nie jestem sama w krytyce autorki. No i od razu mi lepiej;) Pozdrawiam tych wszystkich co "za", jak i "przeciw" :)

Anonimowy pisze...

Ja przeczytałam wszystkie części i jestem zachwycona. Piękna i wzruszająca książka o miłości. Jestem pełna uznania dla Corinn,za jej odwagę w porzuceniu łatwego życia w Szwajcarii dla kogoś kogo się spotkało tylko kilka razy. To jest miłość => szalona, nieprzewidywalna, cudowna. Mimo wszystko,że związek się rozpada to można powiedzieć, że nie jedna z kobiet chciałaby coś takiego przeżyć.