środa, 5 sierpnia 2009

Stern ohne Himmel - Leonie Ossowski


A u mnie znów II wojna światowa, i znów Leonie Ossowski. Pewnie ktoś znudzony tematyką i autorką powie, że "ta baba mogłaby już z tym skończyć" - ale, Kochani, po tej "niezabogatej" "Białej Masajce" musiałam sięgnąć po coś, czego w zasadzie mogłam być pewna. Poczciwa, stara Ossowski jest zawsze tak samo dobra, jak nie przymierzając Mercedes - do jakiegokolwiek typu tego auta by się nie wsiadło, zawsze jest to Mercedes - ta marka mówi sama za siebie. Tak samo jest z literaturą Leonie Ossowski - jakiej by książki nie wziąć do ręki, zawsze jest to kawał dobrej literatury. Co ciekawe - z książki na książkę, mam wrażenie, lepszej niż poprzednio czytane. O mojej ukochanej autorce pisałam przy okazji wcześniejszych recenzji - jej osobę i twórczość przedstawiłam już tu (dla ewentualnych zainteresowanych), a następnie opisałam kolejne jej książki tu , tu i tu. A dzisiaj "Stern ohne Himmel", powieść w zasadzie dla młodzieży, ale tak na dobrą sprawę, to nieważne, ile ma się lat - jeśli coś jest dobre, to trzeba po to sięgnąć. Nie możemy przestać czytać o II wojnie światowej, ani inni nie mogą przestać o niej pisać - ten rodzaj literatury to wspaniały środek na pamiętanie, nawet jeśli się nie przeżyło tego okrutnego czasu samemu.
O samej książce opowiem bardzo krótko: Akcja powieści rozgrywa się w ostatnich dniach wojny, kiedy to banda dzieciaków, bawiąc się w ruinach zbombardowanego domu, dokonuje niesamowietgo odkrycia, a mianowicie odnajdują ukryty tam magazyn żywności. Grupka przyjaciół cieszy się niesamowicie ze swego znaleziska, ale już wkrótce okazuje się, że jest jeszcze ktoś, kto poznał ich tajemnicę. Tym kimś jest Abiran, 15-letni żydowski uciekinier z obozu koncentracyjnego. Czy potraficie sobie wyobrazić rozterki targające tymi niemieckimi dzieciakami? Muszą zdecydować, czy pomogą mu się ukrywać, czy może wydadzą go niemieckim władzom. Muszę przyznać, że Leonie Ossowski jest mistrzynią opisów wojennej rzeczywistości. U niej nic nie jest albo czarne, albo białe - ona nie osądza, a pozwala czytelnikowi uzmysłowić sobie własne poglądy na nazistowskie Niemcy, nazistowskie społeczeństwo i nazistowskie zbrodnie. Co mi się szczególnie podobało, to to, że powieść jest napisana bardzo realistycznie, ale też bez zbytniego epatowania okrucieństwami wojny, bez niepotrzebnego zadęcia autorki, że "oto ja, która ten czas przeżyłam, jako jedyna mam monopol na opowiadanie o owym czasie". Nic z tych rzeczy. U Ossowski typowe jest to, że wiele kwestii poznaje się z różnych punktów widzenia, właściwych zarówno dla kogoś, kto jest Żydem, jak i jego nazistowskiego prześladowcy. Ta lektura to doskonała okazja do zastanowienia się nad minionym czasem, tym bardziej, tym bardziej, że już niebawem będziemy obchodzić okrągłą 70-tą rocznicę wybuchu II wojny światowej.

Wydanie kieszonkowe: 174 strony
Wydawnictwo: Heyne Verlag (1. marca 1989)
Język powieści: niemiecki
ISBN-10: 3453029283
ISBN-13: 978-3453029286
Rozmiar: 18,8 x 12,1 x 2 cm

5 komentarzy:

mr lupa pisze...

widocznie lubisz temat II wojny światowej i nie mam Ci tego za złe, bo każdy czyta to, co mu się podoba.
ja lubię aktualnie książki chyba o każdej tematyce (nie mogę zaspokoić mojego głodu czytelniczego, a koniec wakacji nadchodzi coraz szybciej:/ i matura, a to prawie wyklucza czytanie). o ja nieszczęśliwy, jak ja przetrwam te kilka miesięcy!!!

ktrya pisze...

Moja szkolna bibliotekarka w młodym wieku też uwielbiała czytać książki o II wojnie światowej. Ja też lubią, ale powoli zaczyna mnie to nużyć.

Katja127 pisze...

mr Lupo - gdybym 20 lat temu (jestem rocznik maturalny 1989) nie dostała się na filologię germańską, to z pewnością poszłabym na historię - jest ona do dnia dzisiejszego moją wielką pasją:-))) dlatego książki dotyczące historii czytam szczególnie chętnie ( i zawsze, jeśli tylko mam taką możliwość - niemieckich autorów czytam w oryginale - doskonałe ćwiczenie warsztatu).
A matura? Jak już zdasz, to z pewnością stwierdzisz, że nie było tak źle, że nie warto było tak się denerwować - ale to to się wie - niestety - dopiero po zdanych egzaminach. Ja w każdym bądź razie będę trzymać kciuki za Ciebie:-)))

Katja127 pisze...

Ktryo - ja je lubię od zawsze, odkąd pamiętam:-) Choć nie taki mlody ten mój wiek...

:-)))

Justyna pisze...

cześć ;) też mam bloga o książkach, zajrzyj i jak ci sie spodoba to napisz, a ja zamieszcze cie w linkach i bede zaglądać. w-swiecie-ksiazek.blog.onet.pl