sobota, 3 lipca 2010

Uśmiech Lisy - Donna Jo Napoli

Wychodzi na to, że sporo ostatnio czytam tzw. "młodzieżówek", ale co zrobić - domowa młodzież czyta (ostatnio wręcz namiętnie), czasami sama nie wie czego chce, więc żeby móc służyć radą i nie być gołosłowną polecając coś do czytania, muszę znać temat, bo inaczej wyszłabym na idiotkę. Nie lubię też używać sformułowania "idź i weź sobie sobie coś z tej i tej półki", bo najprawdopodobniej nie weźmie sobie niczego. Ale w tym przypadku było inaczej. Tej książki nie przeczytałam! Przyznaję się bez bicia. Starszomłodsza - chyba powodowana uwielbieniem do innej książki o podobnym klimacie, o której pisałam w zeszłym roku (mowa oczywiście o "Primaverze") - sama z siebie, z własnej nieprzymuszonej woli przeczytała "Uśmiech Lisy"... No po prostu miód na moje matczyne serce:-) Aż się zdziwiłam po ostatniej fascynacji "Błękitnokrwistymi". Ale pamiętam, jak wtedy podobała jej się opowieść o renesansowej Florencji, pewnie więc i teraz miała nadzieję na podobne przeżycia. To, co poniżej napiszę - opowiedziała mi moja córka.

"Uśmiech Lisy" to świetnie opowiedziana historia pewnej dziewczyny, 13-letniej Elisabetty, mieszkającej wraz z rodzicami na włoskiej prowincji, w Villi Vignamaggio niedaleko Florencji, gdzie jej ojciec hoduje jedwabniki i zajmuje się produkcją jedwabiu. Zwykła, skromna dziewczyna, która za chwilę będzie obchodziła swoje trzynaste urodziny i mamma oraz papa zajęci są przygotowaniami do mającego się odbyć z tej okazji balu. A na balu... na balu ma pojawić się mnóstwo konkurentów do ręki Elisabetty - rodzice mają nadzieję dobrze wydać ją za mąż, może nawet za któregoś z Medyceuszy? Elisabetta najbardziej lubi pomagać swojemu papie przy jedwabnikach i wcale nie uważa, żeby była jakąś pięknością - ale odmiennego zdania jest przyjaciel jej ojca, najsłynniejszy malarz wszech czasów - Leonardo da Vinci, którego młodziutka Lisa  poznaje we Florencji przy okazji wyjazdu na pogrzeb ojca rodu Medyceuszy. Leonarda urzeka uśmiech dziewczyny i obiecuje go kiedyś namalować. Losy Elisabetty są bardzo burzliwe. Spotyka ją wielkie nieszczęście, ale jest na tyle silna, że to tragiczne doświadczenie nie załamuje jej. Po drodze zakochuje się swoją wielką i odwzajemnioną pierwszą miłością - ale jak się okazuje, młodym zakochanym nie jest pisane wspólne szczęście - los lubi płatać figle. We Florencji zachodzą tak wielkie zmiany - polityczne, gospodarcze i społeczne, że po całych tych wydarzeniach miasto nie jest już tą samą Florencją, a i jego mieszkańcy zmienili się również pod wpływem burzliwych i krwawych wydarzeń, podaczs których  "najznamienitsze rody w mieście straciły wszystko. Niektórzy życie, niektórzy wolność, inni – musieli udać się na wygnanie. Na tle pasjonujących dziejów renesansu autorka snuje barwną opowieść o wielkich namiętnościach, zdradzieckich intrygach i nieoczekiwanych pożegnaniach" (z noty wydawcy). Tak naprawdę Starszomłodsza opowiedziała mi całą książkę ze szczegółami, któych Wam, kochani, niestety nie zdradzę. Nie powiem co się wydarzyło w przeddzień urodzin Lisy, ani w kim się zakochała, ani co spowodowało, że nie mogli być razem, ani nie powiem kogo poznała po drodze, jakie przygody przeżyła i za kogo w końcu wyszła. Bo wyszła za mąż - oczywiście był to ślub aranżowany, ale koniec końców Lisa spotkała swoja wielką miłość - a jeśli chcecie się dowiedzieć, czy był to jej pierwszy ukochany, czy może ktoś inny, to - stety-niestety, musicie sięgnąć po "Uśmiech Lisy". Skoro zrobiła to moja średnia Starszomłodsza, to "gra musi być warta świeczki" - wierzcie mi. Gorąco polecam, zwłaszcza teraz - na wakacje:-))
Tytuł:Uśmiech Lisy
Autor:Napoli Donna Jo Wydawca:Jaguar
Numer wydania:I
Język:polski
Język oryginału:angielski
Ilość stron:350
Tłumaczenie:Komerski Grzegorz
Rok wydania:2010

4 komentarze:

Sara (sarusia5@onet.eu) pisze...

Nie czytam, nie czytam, bo mam w bliziutkich planach i nie chce sobie psuc, bo wiele oczkuje od tej książki:)

Tucha pisze...

Okładka mi się podoba, tytuł zachęcający i Twoja recenzja także :)

Katja pisze...

Saro - doskonale Cię rozumiem i mam nadzieję, że się nie zawiedziesz:-)

Tucho - od napisania tej recenzji już ją zdążyłam przeczytać - i naprawdę bardzo mi się podobała. Historia fikcyjna, ale opowiedziana tak fajnie, że można by ją przyjąć jako fakt i uwierzyć w nią. Teraz to już naprawdę szczerze polecam:-)

Sara (sarusia5@onet.eu) pisze...

Ja również mam taką nadzieję, bo wiele osób ma o niej bardzo pozytywne zdanie:)