wtorek, 17 listopada 2009

Zimna krew - Theresa Monsour

„Zimna krew” to druga część kryminalnej opowieści o sympatycznej i pięknej sierżant Paris Murphy, policjantce o
libańsko – angielskich korzeniach, oliwkowej cerze i kruczoczarnych długich włosach oraz o jej wysiłkach zmierzających do uchwycenia przestępców – psychopatów i o próbach poukładania rozsypującego się jej życia prywatnego. Tym razem ginie druhna weselna w brzoskwiniowej sukience, bo właśnie ten kolor jej się nie spodobał i postanowiła pójść do domu przebrać się. Na swoje nieszczęście widzi ją na drodze Justice Trip - komiwojażer usiłujący utrzymać się z obwoźnego handlu koszulami męskimi. Po prostu wjeżdża w nią swoim pikapem. Następnego dnia jej morderca postanawia stać się głównym bohaterem wydarzeń w miasteczku i bierze udział w społecznym poszukiwaniu zwłok - podrzuca obcięty druhnie palec i media rzeczywiście kreują go na bohatera... Paris widzi go w wiadomościach, ale w pierwszej chwili nie rozpoznaje w nim swojego dawnego kolegi ze szkoły. Już od pierwszej chwili jest przekonana, że coś nie gra, jej nieomylna kobieca intuicja (ten szósty babski zmysł) podpowiadają jej, że Justice kłamie, przedstawia się w fałszywie korzystnym świetle, opowiada na swój temat same pozytywne rzeczy - ale coś tu przecież jest nie tak...

Ta druga książka Theresy Monsour podobała mi się jeszcze bardziej niż „Czyste cięcie”. A co spodobało mi się szczególnie? Z całą pewnością jest to zastosowany tutaj (znany nam już z poprzedniej części) trik, a mianowicie przedstawienie czytelnikom sprawcy morderstw już na samym początku. W pierwszym rozdziale mamy też okazję do poznania przyczyn postępowania mordercy, Justica Tripa - jak się niebawem okaże - bardzo groźnego szaleńca, zabijającego swoje ofiary - zupełnie przypadkowe osoby - bez wyraźnego motywu, będąc pod wpływem narkotyków albo innych środkó odurzających.

Podoba mi się też okładka, tak samo mroczna jak mroczne jest życie psychpatycznego bohatera, który w końcu przestaje panować na sobą, traci przysłowiową zimną krew, popełnia błąd i sprawy przyjmują inny, niż on by sobie życzył - obrót.

Co wobec tego mają w sobie książki Theresy Monsour, że nie kończy się ich czytania na pierwszym rozdziale – wyjaśniającym w zasadzie najważniejsze kwestie? Moim zdaniem to zasługa bardzo umiejętnie poprowadzonej fabuły, Monsour sprawnie łączy wątki swojej powieści, a bohaterowie nie są oderwani od rzeczywistości, ich życie prywatnie świetnie przeplata się z wykonywaną pracą – ogromna to zasługa sposobu pisania autorki. Ponadto stopniowo dawkowane czytelnikowi napięcie, zastanawianie się, czy na tym będzie koniec zbrodni, albo kto będzie następny, odważy się żeby ją skrzywdzić itd. – dla mnie większość momentów w książce była niespodzianką, nie przewidziałam takiego właśnie obrotu spraw.

Na zakończenie powiem jeszcze tylko, że moim zdaniem powieść ma jeden mankament, a mianowicie zakończenie – nie, nie jestem rozczarowana, ale spodziewałam się zupełnie czegoś innego, miałam nadzieję na zupełnie inne poprowadzenie tej akcji. Pozostawienie w ten sposób paru kluczowych kwestii bez odpowiedzi spowodowało, że po lekturze „Zimnej krwi” ja pozostałam z uczuciem niedosytu – co nie zmienia faktu, że Theresa Monsour to w tej chwili moja ulubiona autorka kryminałów, jej książki czyta się z ogromną przyjemnością. A po następne na pewno sięgnę. I nie omieszkam Wam o tym donieść.


Autor: Theresa Monsour
Wydawnictwo: ficyna Wydawnicza Aurum , Październik 2009
ISBN: 78-83-6186-703-6
Wymiary: 145x 205 mm

2 komentarze:

Filozofka pisze...

Nie wiem czy akurat kryminały sa moim ulubionym gatunkiem. Chociaz ostatnio czytam "Sprzedawca broni" Hugh Laurie. Jednak tylko z powodu wielkiej ciekawości dotyczacej tego autora.

Katja127 pisze...

Filozofko - kryminały lubię w dwóch wydaniach: Mankella i teraz ostatnio Monsour. Są dobre, więc dlaczego nie? Lubię je jako przerywniki pomiędzy innymi gatunkami, wśród których moim zdecydowanym faworytem są powieści historyczne:-)))