czwartek, 19 listopada 2009

Primavera - Mary Jane Beaufrand

Cieszę się, że moje dziewczyny sięgają po takie książki – przy tej okazji ja sama mogę się przekonać, co w literaturze młodzieżowej piszczy. A piszczy wiele dobrego, tzn. nie same „chały” usiłuje się dzieciakom wcisnąć do czytania. Na szczęście trafiją się w powodzi wydawanych książek takie perełki jak „Primavera” Mary Jane Beaufrand - te piękne, rzeczywiście wartościowe, których lektura wniesie do intelektualnej sfery życia naszych młodych czytelników wiele pozytywnych wrażeń. Jest to kolejna książka, którą przeczytałam po rekomendacji mojej 12-latki, a ona jak dotąd jeszcze nie czytała powieści historycznej. Z ogromną przyjemnością zaobserwowałam, że ta czytelnicza przygoda bardzo jej się spodobała, po skończonej lekturze stwierdziła - „Muszę poszukać, czy jest kolejna część Primavery” (już widzę u niej pewien niedosyt, że opisywana historia się skończyła... ) Dodała też - „szkoda, że autorka nie napisała nic dalej”. No cóż, musi to moje dziecię zaakceptować fakt, że nie wszystkie książki będą miały ciąg dalszy, jak chociażby „Harry Potter”, gdzie w zasadzie potem to już nie wiadomo, w którym momencie skończyć. Chociaż, kto wie – może kiedyś okaże się, że „Primavera” ma swoją kontynuację?
„Primavera” to znakomita powieść historyczna dla młodzieży, której akcja osadzona jest w realiach renesansowej Florencji. Główna bohaterka, kilkunastoletnia Flora, która wychowuje się pod opiekuńczymi skrzydłami swojej babci, ale odrzucona przez resztę rodziny. Niekochana przez matkę, pogardzoana przez swoją cudownej urody siostrę Domenicę, tolerowana przez ojca – jest dziecwczynką bardzo inteligentną, wrażliwą i odważną. Jej największym marzeniem jest uciec od swojej rodziny i przeznaczenia, a tym jest spędzenie reszty życia w klasztorze. Flora marzy o podróży do Wenecji, o zaokrętowaniu się na pokładzie jakiegoś statku i wyruszeniu w świat, ale w prawdziwym życiu przekonuje się, ile warte są marzenia. Mimo to nie przestaje marzyć. Po drodze poznaje, jak to jest być po raz pierwszy zakochaną... Flora jest najmłodszą córką w bardzo możnym rodzie Pazzich – w jego posiadaniu znajduje się wiele bogactw: pałaców, biżuterii, okrętów i banków – a wszystko to jest jeszcze strzeżone przez własnych gwardzistów. Wydawać by się mogło – nic więcej do szczęścia nie potrzeba Pazzim, ale tak nie jest. Oni sami są przekonani, że jeszcze nie mają wszystkiego, że jest coś, co uczyniłoby ich ród najpotężniejszym. Coż to takiego? Władza, kochani. I wpływy polityczne, a co za tym idzie potęga gospodarcza. Ich brak spędza sen z oczu Jacopo i jego żonie. Ona – Mamma – jest najbardziej zajęta knuciem podstępnych intryg oraz wyskubywaniem brwi i włosów Domenice, on – przy pomocy papieskiego siostrzeńca, hrabiego Riario, obmyśla spisek, którego realizacja fatalnie się kończy dla wszystkich członków rodziny. Od tego momentu życie Flory diametralnie się zmienia.

A co z tytułową primaverą, oznaczającą wiosnę? Z pewnością wiecie, że „Primavera” to najsłynniejszy obraz Botticelliego, namalowany w 1482 r. Stał się on inspiracją do napisania książki o tym samym tytule, którą Wam dzisiaj opisałam:-)

Chcielibyście wiedzieć, coś więcej, np. jak potoczyły się losy Flory po tragicznym spisku Pazzich? No cóż – najprostszym sposobem będzie sięgnięcie po książkę. Jeśli jeszcze niektórzy nie mają pomysłu na gwiazdkowy prezent dla swojej latorośli, to ta książka będzie wspaniałym rozwiązaniem.

Tyle w ogromnym skrócie – nie mogę więcej zdradzić, bo nie mielibyście przyjemności z czytania. Powiem jeszcze tylko tyle, że przygody Flory wciągają niesamowicie, przedstawione w sposób tak plastyczny, że moja Wiki czytała ją tylko kilka wieczorów (ewenement, biorąc pod uwagę jej dotychczasowe zacięcie czytelnicze, czyli ściślej mówiąc – tego zacięcia brak). Czuje się atmosferę tamtych czasów, a oczyma wyobraźni widzi się słoneczne ulice i place Florencji. Świetnie nakreślone tło historyczno – obyczajowe. Jedynym minusikiem (naprawdę maleńkim) jest wtrącanie w wypowiedzi słów włoskich - Viki co chwila pytała, co znaczy bene, allora, mi dispiace i wiele innych. To było niepotrzebnym, trochę komplikującujcym czytanie - zabiegiem - aczkolwiek w pewnym sensie poszerzającym wiedzę:-)
Pozostaje mi tylko zachęcić Was do lektury!
Autor: Mary Jane Beaufrand
Liczba stron: 312
Numer wydania: I
Data premiery: 2009-05-06
Tłumaczenie: Grzegorz Komerski
Język wydania: polski
Oprawa: Miękka

6 komentarzy:

zielone-buty pisze...

Takie książka zawsze mają coś z baśni. Coś o księżniczce, Jej smutnym życiu i szczęśliwym zakończeniu.
I zawsze są ... urokliwe.

Anhelli pisze...

Chyba nie ma na świecie lepszej recenzji, niż ta, która pada z ust dziecka. Pod tym względem się z tobą zgadzam. Sama odnajdę ten tytuł w bibliotece, o ile będzie, a jak nie będzie, kupię... bo rzeczywiście, za dużo tych Zmierzchów i Potterów na horyzoncie, aż strach się ruszyć do ksiegarni.

pozdrawiam serdecznie z chłodnej części Polski :)

Filozofka pisze...

Przyznam się, że tą książkę chętni bym przeczytała :)

be.el pisze...

Czytałam i bardzo mi się podobała. Zresztą jak tylko słyszę: renesansowe Włochy - rzucam wszystko inne. Baśń o Brzydkim Kaczątku - opowiedziana inaczej. Ale też pięknie:)

weisse_taube pisze...

Wygralam niedawno tę książkę w "Bluszczu". Ja jednak mimo wszystko mam obawy czy taka "młodzieżówka" mi podejdzie ... :-/ Przekonam się po Nowym ROku :)

Katja127 pisze...

Czasem też mnie nachodzą obawy, ale z reguły potwierdza się u nas zasada kierowania się instynktem czytelniczym: każda książka ma albo pierwszy rozdział, albo początkowe 20 stron na "wciągnięcie" - jeśli nie za pierwszym razem, to dalej jest "do trzech razy sztuka" - jeśli moje dziewczyny przez książkę przebrnęły, ba! - połknęły ją w krótkim czasie - wiem, że mogę bez obaw po nią sięgnąć (choć zdarzają się wyjątki od reguły). Primaverę polecam z czystym czytelniczym sumieniem:-)