czwartek, 1 października 2009

Marianna i róże - Janina Fedorowicz, Joanna Konopińska

Sentymentalna jestem do bólu i do szpiku kości, dlatego też „Marianna i róże”, gdy wpadła już w moje ręce, to z miejsca stała się moją biblią. Zachwyciła mnie do tego stopnia, że podrzuciłam ją mojej Najstarszej (mimo ogromnych wyrzutów sumienia, że odciągnie ją to od nauki w nowym liceum, gdzie przecież od samego początku trzeba się wykazać – I- sza klasa w ogólniaku więc sami wiecie). Ale że jako rodzic mogę mieć wpływ na edukację własnej córki, uznałam więc, że co tam – jeśli mogę, to również chcę ten wpływ rzeczywiście mieć – bo „Marianna i róże” to wspaniała dawka historii i obyczajowości z naszego wielkopolskiego regionu (do Poznania mamy „rzut beretem” dosłownie, godzinka jazdy samochodem) – a tradycje i dawne obyczaje oraz pamięć o nich trzeba kultywować. Uważam też, że tak samo ważne jest zaszczepienie swoim pociechom – czy nie zabrzmię w tym miejscu nieco patetycznie? – miłości do swojej małej ojczyzny, umiłowania ziemi z której się pochodzi , danie dzieciom świadomości lokalnego patriotyzmu oraz nauczenie ich, że mogą być dumni z tego, że są akurat stąd a nie stamtąd czy z owamtąd. Nicole pochłania więc „Mariannę i róże” teraz, mimo że od jutra kończy się okres ochronny dla pierwszaków – ale dziecię zdolne jest, więc chyba draki nie będzie i nie zawali czegoś od razu na początku.

O samej książce ani o jej autorkach nigdy wcześniej nie słyszałam. Jakiś czas temu zauważyłam, że pojawiła się na kilku blogach i już wtedy wpisałam ją na moją prywatną listę książek do przeczytania. Okazja pojawiła się kilka dni temu, więc skwapliwie wzięłam się do czytania. Dla mnie „Marianna i róże” to książka książek – jeszcze kilka miesięcy temu pisałam tak o innej książce, która mnie zachwyciła (tak samo mogłabym też określić przeczytaną ostatnio „Sagę Sigrun”) – jest to dla mnie dobitny dowód na to, że tak naprawdę miana „książki książek” nie można przyznać żadnej przeczytanej książce – zauważyłam, że po skończeniu lektury, która bardzo mi się spodobała, myślę, że już chyba nic piękniej ani dobitniej ani lepiej nie można opisać. I myślę tak aż do następnej dobrej książki, która mnie oczaruje.


„Marianna i róże” autorstwa Janiny Fedorowicz i Joanny Konopińskiej – „autorki swą opowieść snują od końca XIX wieku, a kończą u przedproża I wojny światowej. Wprowadzają nas w życie codzienne Marianny z Malinowskich i Michała Jasieckich, właścicieli Polwicy, majętności leżącej niedaleko Zaniemyśla w Poznańskiem” [str.7] Książka powstała dzięki pamiątkom i zapiskom przechowywanym w wielkim drewnianym kufrze na kółkach, pojemnym jak potężna szafa, będącym ślubnym wianem Róży Malinowskiej (babki jednej z autorek, Joanny). Kufer ów był skarbnicą listów, kontraktów, rachunków, świadectw szkolnych, spisów wypraw ślubnych, korespondencji z bankami i urzędami, gazet, fotografii, kopii wierszy, przepisów kulinarnych i Bóg wie, czego jeszcze – dzięki kufrowi wszystkie te autentyczne szpargały przetrwały przeprowadzki, podróże i zawieruchy wojenne, a autorki postanowiły wykorzystać je w swojej książce.

Lata, w których osadzona jest „Marianna i róże” to schyłek XIX wieku, okres burzliwych powstań narodowych (listopadowe i styczniowe), kryzysu politycznego i gospodarczego, a z drugiej strony to również czas wzrostu świadomości narodowej (kiedy to m. in. Ziemiaństwo wielkopolskie zakończyło wieloletni proces wyzbywania się swych ojcowizn na rzecz Komisji Kolonizacyjnej niemieckiego zaborcy) oraz poczucia solidarności i patriotyzmu obywateli - to czasy bardzo trudne, w których przyszło żyć bohaterom książki, która nie tylko opisuje wielkie wydarzenia z naszej historii, ale przede wszystkim zapoznaje nas z codziennym życiem w wielkopolskim dworku ziemiańskim sprzed ponad 100 lat, z radościami i troskami. To niesamowite uczucie, uczestniczyć w tamtych zdarzeniach z dzisiejszej pespektywy – szacunek i respekt budzą pracowitość, uczciwość, prawość i patriotyzm bohaterów – wartości w prawdziwym tego słowa znaczeniu, dzisiaj jak gdyby zdewaluowane, inaczej przez większość pojmowane, choć znaczące przecież to samo, co znaczyły 100 lat temu. Co w książce urzeka i co trzeba oddać paniom Fedorowicz i Konopińskiej to to, że mimo iż jest ona swoistym kompendium wiedzy historycznej, obyczajowej, politycznej i gospodarczej, to jest to lektura porywająca i z całą pewnością godna Wam polecenia, nie tylko tym czytelnikom pochodzącym z Wielkopolski.

„Marianna i róże” to moja sentymentalna podróż do dawnej Wielkopolski. To dla mnie książka bardzo ważna – dzięki niej – mimo, że moja rodzina nie ma jakichś wielkich historycznych tradycji – nawiązałam kontakt z baaardzo dawno nie widzianą kuzynką mojej mamy, która - jak się okazało – jest w posiadaniu kilku bardzo cennych dla mnie pamiątek rodzinnych – pożółkłych fotografii, książeczki wojskowej pradziadka Walentego z czasów I wojny światowej i kilku innych „papierów”. Mam zamiar pokazać moim córkom kawał rodzinnej historii, która w większości jest zagadką również dla mnie, a przy okazji ocalić od zapomnienia to wszystko, co jeszcze w pamięci niektórych ludzi żyje ... - nie, nie napiszę książki, nie mam daru do tego, ale wspólnie z dziewczynkami zrobię album ze zeskanowanymi pamiątkami i fotografiami (o oryginałach mogę jedynie pomarzyć) i dam mojej mamie w prezencie...
Moja ocena: 6/6

Autor:Janina Fedorowicz , Joanna Konopińska
Wydawnictwo:Zysk i S-ka , Grudzień 2008
ISBN:978-83-7506-232-8
Liczba stron:480
Wymiary:155 x 235 mm

9 komentarzy:

aerien pisze...

Wow, kochana, jak Ty umiesz zachęcać! Narobiłaś mi smaka na kolejną lekturę :) A jak tam "Szkarłatny płatek"?
I zgadzam się: mnie też się czasem wydaje, że po jakiejś szczególnie pasjonującej książce nie zachwycę się już żadną, a potem - niespodzianka. Ale to dobrze. :) Obyśmy miały jak najliczniejsze powody do zachwyceń ;)
Serdeczności :)

be.el pisze...

Kolejna moja ulubion ksiażka. Książka na całe życie. A co albumu - to ja też takowy chciałabym mieć:)))))

Katja127 pisze...

Aerien - Cieszę się, że kolejna osoba sięgnie po tę książkę - powiedzenie, że naprawdę warto, to za mało. Dzisiaj, gdy w zasadzie nowoczesność wypiera wszystko, co stare, dawne, ale za to bardzo dobre, ta książka to rarytas w dosłownym tego znaczeniu.
A "Szkarłatny..." leży sobie spokojnie na nocnym stoliku...

Katja127 pisze...

Be.el - wiem, wiem, wiele wspaniałych książek dzięki Twoim rekomendacjom przeczytałam. A ta jest naprawdę wyjątkowa.

Co do albumu - z tych zeskanowanych materiałów będziesz mogła i dla siebie "namodzić" - wybieram się do Gośki w pażdzierniku, może w następny weekend, bo na razie Klara przeziębiona, więc niebawem będziemy mogły poświęcić kilka wieczorków na zrobienie albumów:-)

Anonimowy pisze...

Mam, mam przeczytałam - uwielbiam ten typ literatury ...
larysan

katja127 pisze...

Larysan - zupełnie jak ja... dużo wspólnego, prawda? Pozdrawiam:-)

ksiazkowo pisze...

Już od dnia jej wydania poluję na jakąś promocję, przecenę czy cuś innego, ale na razie nie mam szczęścia niestety. Może na urodziny w listopadzie sprawię sobie taki prezent? Hm...

Katja127 pisze...

Książkowo: mnie się udało, dostałam od wydawnictwa:-)))

Anonimowy pisze...

HYmm tak lubisz tą książkę ja mieszkam 2 km od Polwicy a tam mieszka mój kolegi i byłam zdziwiona że ludzie tam nie znają tej książki. Ja przeczytałm ją na szkolny projekt z racji tego iż miałam opowiadac o dawnych obyczajach naszj gminy i regionu. Książka jest naprawdę świetna i także ją polecam ;*