Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leonie Ossowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leonie Ossowski. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 sierpnia 2009

Stern ohne Himmel - Leonie Ossowski


A u mnie znów II wojna światowa, i znów Leonie Ossowski. Pewnie ktoś znudzony tematyką i autorką powie, że "ta baba mogłaby już z tym skończyć" - ale, Kochani, po tej "niezabogatej" "Białej Masajce" musiałam sięgnąć po coś, czego w zasadzie mogłam być pewna. Poczciwa, stara Ossowski jest zawsze tak samo dobra, jak nie przymierzając Mercedes - do jakiegokolwiek typu tego auta by się nie wsiadło, zawsze jest to Mercedes - ta marka mówi sama za siebie. Tak samo jest z literaturą Leonie Ossowski - jakiej by książki nie wziąć do ręki, zawsze jest to kawał dobrej literatury. Co ciekawe - z książki na książkę, mam wrażenie, lepszej niż poprzednio czytane. O mojej ukochanej autorce pisałam przy okazji wcześniejszych recenzji - jej osobę i twórczość przedstawiłam już tu (dla ewentualnych zainteresowanych), a następnie opisałam kolejne jej książki tu , tu i tu. A dzisiaj "Stern ohne Himmel", powieść w zasadzie dla młodzieży, ale tak na dobrą sprawę, to nieważne, ile ma się lat - jeśli coś jest dobre, to trzeba po to sięgnąć. Nie możemy przestać czytać o II wojnie światowej, ani inni nie mogą przestać o niej pisać - ten rodzaj literatury to wspaniały środek na pamiętanie, nawet jeśli się nie przeżyło tego okrutnego czasu samemu.
O samej książce opowiem bardzo krótko: Akcja powieści rozgrywa się w ostatnich dniach wojny, kiedy to banda dzieciaków, bawiąc się w ruinach zbombardowanego domu, dokonuje niesamowietgo odkrycia, a mianowicie odnajdują ukryty tam magazyn żywności. Grupka przyjaciół cieszy się niesamowicie ze swego znaleziska, ale już wkrótce okazuje się, że jest jeszcze ktoś, kto poznał ich tajemnicę. Tym kimś jest Abiran, 15-letni żydowski uciekinier z obozu koncentracyjnego. Czy potraficie sobie wyobrazić rozterki targające tymi niemieckimi dzieciakami? Muszą zdecydować, czy pomogą mu się ukrywać, czy może wydadzą go niemieckim władzom. Muszę przyznać, że Leonie Ossowski jest mistrzynią opisów wojennej rzeczywistości. U niej nic nie jest albo czarne, albo białe - ona nie osądza, a pozwala czytelnikowi uzmysłowić sobie własne poglądy na nazistowskie Niemcy, nazistowskie społeczeństwo i nazistowskie zbrodnie. Co mi się szczególnie podobało, to to, że powieść jest napisana bardzo realistycznie, ale też bez zbytniego epatowania okrucieństwami wojny, bez niepotrzebnego zadęcia autorki, że "oto ja, która ten czas przeżyłam, jako jedyna mam monopol na opowiadanie o owym czasie". Nic z tych rzeczy. U Ossowski typowe jest to, że wiele kwestii poznaje się z różnych punktów widzenia, właściwych zarówno dla kogoś, kto jest Żydem, jak i jego nazistowskiego prześladowcy. Ta lektura to doskonała okazja do zastanowienia się nad minionym czasem, tym bardziej, tym bardziej, że już niebawem będziemy obchodzić okrągłą 70-tą rocznicę wybuchu II wojny światowej.

Wydanie kieszonkowe: 174 strony
Wydawnictwo: Heyne Verlag (1. marca 1989)
Język powieści: niemiecki
ISBN-10: 3453029283
ISBN-13: 978-3453029286
Rozmiar: 18,8 x 12,1 x 2 cm

piątek, 31 lipca 2009

Herrn Rudolfs Vermächtnis - Leonie Ossowski


Ostatnia wola pana Rudolfa

Jak ta Leonie Ossowski to robi, że po wzięciu jej powieści do ręki nie można się od jej stronic oderwać? „Herrn Rudolfs Vermächtnis” jest kolejną świetną książką autorstwa tej niemieckiej pisarki, która jest nie tylko bardzo uważną obserwatorką, ale przede wszystkim znawczynią ludzi i ich psychiki, a przy tym mistrzynią pióra – usidliła mnie swymi opowieściami i swoim stylem. Kocham Leonie Ossowski i to jak ona pisze – nic na to nie poradzę, czy Wam się to podoba, czy nie.

Jest wojna. Zima. Rok 1944. I jest też sześć sierotek, które po śmierci matki uciekają z terenów Prus Wschodnich i marzą o tym, aby przedostać się do Niemiec. Czwórka z nich to rodzeństwo: Lotte, Ute, Kurt i Stefan, dwie pozostałe sierotki to ich kuzynowie Thomas i Karl. Ossowski przedstawia w swojej powieści nie tylko tych sześciu bohaterów (w zasadzie każdy z rozdziałów jest poświęcony jednemu z nich), ich wspólną drogę i zmagania, ale również walkę – często jest to walka pomiędzy nimi samymi, przeciwko sobie, np. o kromkę chleba, o kąt do spania czy po prostu – o przeżycie. Różnie się ich losy układają, wspólne drogi rozchodzą się w cztery świata strony. Po bardzo wielu latach wydarza się jednak coś, co wywraca ich życie do góry nogami. Rudolf, adopcyjny ojciec jednego z naszych bohaterów umiera i jego ostatnim życzeniem jest, aby jego syn zaprosił swoich kuzynów na pogrzeb – marzy mu się pojednanie po latach, wybaczenie wzajemnych win i krzywd. Ale co zrobić, gdy w oczach tych ludzi znów pojawia się strach, zagubienie i wzajemna nienawiść? Leonie Ossowski zabiera nas w podróż do czasów wojennego dzieciństwa, naznaczonego nieodwracalnymi przeżyciami, opowiada nam o tamtych zdarzeniach z perspektywy dorosłych już dziś mężczyzn i kobiet – tylko czy wymazanie tamtego okresu i całego jego okrucieństwa po 50 latach jest w jakiś sposób możliwe? Czy bohaterowie wybaczą sobie nawzajem i zapanuje pokój? Autorka stawia wiele pytań, komentuje okropności wojny nie poddając ich jednocześnie surowej ocenie i nie ubarwiając niczego niepotrzebnie.

„Herrn Rudolfs Vermächtnis” jest dla mnie kolejnym dowodem wielkiego mistrzostwa Leonie Ossowski. To moja czwarta – jak dotąd – książka tej autorki i na pewno nie ostatnia. Trochę smutna, ale i czasy które opisuje do wesołych nie należały...


Wydawnictwo: Ullstein Tb (Grudzień 2007)
Język powieści: niemiecki
ISBN-10: 3548267688
ISBN-13: 978-3548267685
Rozmiar: 18,8 x 12 x 2,2 cm

środa, 17 czerwca 2009

Holunderzeit (Pora czarnego bzu) - Leonie Ossowski

Żal, że to już koniec książki, żal, że koniec tej śląsko - berlińskiej trylogii, ale nie koniec mojej fascynacji literaturą Leonie Ossowski (pisałam o nej już wcześniej tu i tu). Niech żałuje, kto nie zna języka niemieckiego, gdyż poza jednym tytułem "Wolfsbeeren" (Wilcze jagody) nie przetłumaczono jeszcze jej książek na język polski, a szkoda, bo autorka urodzona w dzisiejszej Osowej Sieni tworzy niepowtarzalny klimat w swoich powieściach, przesiąknięty historią tą dawniejszą i współczesną, przedstawia nam swoich bohaterów na tle wydarzeń z epoki, tym razem z końca lat 80-tych XX w. z doskonale zarysowanym tłem społeczno-polityczno-obyczajowym. "Holunderzeit" to historia o bardzo trudnych wyborach życiowych, o próbie odnalezienia swojego miejsca w życiu, o poszukiwaniu prawdy i o długiej drodze do przebycia, zanim się osiągnie upragnione szczęście. Tylko, że na końcu tej drogi nie zawsze czeka to, czego z taką niecierpliwością wypatrywaliśmy. "Holunderzeit" to również historia ostatecznego wyjaśnienia tajemnicy Anny z I i II tomu trylogii. Tylko, że ta wielka tajemnica okazuje się być koniec końców parszywym kłamstwem.
A trudne wybory? No cóż - akcja osadzona jest w 1988 r., w momencie, kiedy Polska znajduje się jeszcze w okowach komunistycznego jarzma, (kiedy to, co się w naszym kraju dzieje, nieuchronnie prowadzi do zmian, które rok później wywołają fale zamieszek i strajków, w efekcie których 4 czerwca 1989 odzyskaliśmy po raz kolejny niepodległość) - sytuacja polityczna i gopspodarcza w kraju nie jest wesoła, a znajoma Anny, Friedel Kowalek (przed wojną służyła w pałacu w Rohrdorfie), Niemka z pochodzenia, ale "wżeniona" w polską rodzinę, postanawia w wieku 60 lat wrócić do "Reichu" - za jej namową decydują się na to również jej dorosłe dzieci: Janka z mężem Józefem oraz Tomek z żoną Renatą i kilkuletnim Janem. Zostawiają w Polsce swoje domy, wyprzedają swój dobytek, rezygnują z pracy i jakiejś stabilizacji życia w małym, prowincjonalnym wiejskim środowisku. Przychodzi taki moment w ich życiu, kiedy zastanawiają się, na co ta cała harówka, kiedy nie ma co kupić za zarobione pieniądze, a tych z kolei nie wystarcza, aby zaopatrywać się w artykuły dostępne tylko na czarnym rynku - nagle staje się dla nich jasne, jak są biedni - ciągle tylko kapuśniak na obiad, buraczki albo dynia (po naszemu, "poznańsku" - bania), a to co mają w swoich szafach do ubrania, można by policzyć na palcach jednej ręki. Podejmując decyzję o wyjeździe rzucaja na szalę wszystko co dotychczas osiągnęli przeciwko wielkiej niewiadomej, ogromnym nadziejom i niewątpliwemu rozczarowaniu, że to jednak nie tak miało być. Wątpliwości targające "polskimi Niemcami", czy podjęli słuszną decyzję o wyjeździe, czy wytrzymają i czy zaaklimatyzują się w nowym otoczeniu, w nowej ojczyźnie, czy nauczą się wcale niełatwego nowego języka - do tego bardzo realistyczne przedstawienie problemów z załatwieniem dokumentów (korupcja polskich urzędników), później smutne i trudne życie w obozie uchodźców (długie oczekiwanie na papiery legalizujące pobyt w Niemczech), brutalna rzeczywistość przypadkowego spotkania z niemieckimi Neonazis - wszystko to sprawia, że nie można oderwać się od lektury, która jest dla czytelnika tak interesująca , że szuka się byle pretekstu, żeby znów poczytać - poza tym - dawka wielkich emocji i świadomość uczestniczenia w życiu bohaterów. Po prostu świetna lektura.

Ta część trylogii chyba najbardziej do mnie "przemówiła", odebrałam ją bardzo osobiście - w wielu miejscach myślałam, że autorka spisała moje wrażenia - bo w 1999 też spakowałam kilka walizek i wyjechałam z mężem i córkami do Niemiec - ale nie "na pochodzenie", nie było już wtedy obozów uchodźców i w ogóle sytuacja polityczna i gospodarcza była już o wiele bardziej zmieniona niż ta z powieści Ossowski. Pamiętam, jak moja siostra zapytała mnie, czy się nie boję - bałam się, i to jeszcze jak . Ale co miałam do stracenia? Głodową nauczycielską pensję pani magister filologii germańskiej, 6 razy w tygodniu 3-4 godziny korków, żeby dorobić do pensji, męża zasiłek dla bezrobotnych - to wszystko postanowiliśmy "stracić". Ale my wyjeżdżjąc wiedzieliśmy, że nie jedziemy "w ciemno" - mamy pracę, mieszkanie, baaardzooo godziwe wynagrodzenie i samochód służbowy. Trafiło się, jak przysłowiowej ślepej kurze ziarno - dziś, z perspektywy czasu i po lekturze "Holunderzeit" wiem, że ogromnie pomogła nam świadomość, że to jest tylko przejściowy etap w naszym życiu, na kilka lat i że wracamy do Polski - do rodziny i przyjaciół, do naszego domu, który w międzyczasie wybudowaliśmy. Bohaterowie "Holunderzeit" są podzieleni - Tomek i Renata układają sobie życie w nowych realiach, nie myślą o powrocie, natomiast Janka i Józef pracują i składają każdy zarobiony grosik na kupkę, żeby móc wrócić do kraju. Największą cenę za podjęcie decyzji o wyjeździe na Zachód płaci biedna, stara Friedel. Tak bardzo pragnie szczęścia swojego i swoich dzieci, że nie może poradzić sobie z tymi wszystkimi zmianami - wielkim miastem (Berlin) oraz brakiem pracy i mieszkania - wszystko to odbija się na jej zdrowiu psychicznym i kończy bardzo głęboką depresją.

"Holunderzeit" to powieść zamykająca tzw. "śląską" trylogię o Annie. To w tej chwili moja ulubiona książka, z mnóstwem wystających żółtych karteczek, którymi zaznaczałam co ciekawsze fragmenty. Długo ich stamtąd nie wyciągnę... "Holunderzeit" to książka, przy której śmiałam się i płakałm, a takie poruszające mnie do głębi książki bardzo lubię i często do nich wracam.


Dla tych znających język niemiecki: G O R Ą C O P O L E C A M ! ! !


Z okna w kuchni mam akurat widok na krzak czarnego bzu, który zakwitł w parku przed moim domem:-)


autor: Leonie Ossowski
tytuł oryginału: Holunderzeit
język oryginału: niemiecki
liczba stron: 430
rok wydania: 1991
oprawa: twarda
wymiary: 13,9cm x 21,1cm
wydawca: Hoffmann & Campe
ISBN (13): 978-3-455-05751-5
ISBN (10): 3455057519

"Weichselkirschen" Leonie Ossowski

O moim zachwycie twórczością Leonie Ossowski pisałam przy okazji recenzji "Wolfsbeeren" ("Wilczych jagód"), o samej autorce również, zainteresowanych odsyłam więc do mojego pierwszego wpisu o niej [Rohrdorf - "mała ojczyzna" Leonie Ossowski z 28.02.2009]





Akcja “Weichselkirschen” (“Wiśni”) rozgrywa się trzydzieści lat po wydarzeniach opisanych w „Wilczych jagodach”. Książka ta wchodzi w skład śląskiej trylogii autorki („Weichselkirschen”(1976), „Wolfsbeeren” (1987) i „Holunderzeit” (1991) i powstała jako pierwsza ze wspomnianych już części (chociaż wydarzenia w niej opisane mają miejsce, jak już wspomniałam, w latach siedemdziesiątych). Dla czytelnika rozpoczynającego swoją przygodę z literaturą Ossowski polecam właśnie jako pierwsze „Wilcze jagody”, potem „Wiśnie” I jako ostatnie – „Porę czarnego bzu” - tylko w takiej kolejności można je przeczytać.

W tej części niemiecki Rohrdorf nosi polską nazwę Ujazd (a nie tak jak w „Wilczych jagodach” Osowa Sień) i jest już prawdziwie polski, ba! – jest prawdziwie polski z tamtych lat, czyli napiętnowany socjalistycznym ustrojem naszego kraju (nad wszystkim góruje Kombinat ze swoimi hodowlami świń, bydła, owiec, koni, w którym wszyscy pracują „dla piękna I dobrobytu naszej ojczyzny oraz szczęścia wszystkich jej mieszkańców”, „budują potęgę socjalistycznej Polski i z wiarą oraz z ufnością patrzą w nowe jutro”). Do tego Ujazdu, po trzydziestu latach, do dawnego majątku swojego ojca, w którym wychowywała się w dzieciństwie i który musiała opuścić jako kilkunastoletnia dziewczyna w 1945, przyjeżdża dziennikarka Anna von Zertsch, ale już pod innym nazwiskiem. Celem jej podróży jest napisanie cyklu kilku, kilkunastu reportaży o Polsce, zamierza więc spędzić tu trzy miesiące. Jest to czas, który Anna wykorzystuje na odnowienie dawnych znajomości oraz przyjaźni, na poznanie nowych mieszkańców wsi; bierze czynny udział w wiejskim życiu, towarzyszy mieszkańcom podczas narodzin i w godzinie śmierci, podwozi ich swoim pięknym samochodem, dyskutuje z listonoszem Suszko, ze Staszakiem, Perką i pije z nimi wódkę przed sklepem Kirkora. Ale nie wszyscy darzą ją sympatią i zaufaniem. Większość mieszkańców zastanawia się , po co Anna wróciła. Tylko czy przyjazd Anny do Ujazdu można nazwać powrotem? Czy tego czasu, który ma w nim spędzić, wystarczy jej na napisanie cyklu reportaży? Jak się zachowa, gdy się dowie, że jej pierwsza, wielka miłość z Rohrdorfu, polski robotnik w majątku jej ojca w czasie wojny - Ludwik Janik, pełni w kombinacie funkcję dyrektora?

Ossowski wprowadziła do powieści tak wielu bohaterów - mieszkańców wsi, o tak bardzo zróżnicowancych charakterach, że na początku trudno się połapać w ich wzajemnych skoligaconych zależnościach, niewielu bohaterów z pierwszej części pojawia się w "Wiśniach". Ale przez to powieść jest niezwykle barwna i swojska. Poza tym sposób pisania autorki, jest na początku również dość mylący - całość tekstu, opisy i wypowiedzi bohaterów są zapisane tak samo, tzn. bez zaznaczenia w tekście, że akurat ktoś coś mów i- nie ma więc myślników ani cudzysłowów. Dopiero z czasem nabiera się niejako wprawy w czytaniu tego tekstu. Autorce udało się przedstawić bardzo ciekawą "wiejską" historię, wplatając w nią barwne losy mieszkańców oraz niektóre fakty z historii stosunków polsko-niemieckich. Uniknęła przy tym stereotypów.

Powieść czyta się generalnie bardzo dobrze, szybko, interesująca narracja, ciekawie splecione losy bohaterów i wielka tajemnica Anny z czasów końca wojny, sprawiają, że przy książce nie można się nudzić. Jest tylko jeden mankament tej powieści - jest to książka tylko i wyłącznie dla znawców .... języka niemieckiego w stopniu zaawansowanym, do dnia dzisiejszego bowiem nie została prztłumaczona na język polski - można ją zatem przeczytać tylko i wyłącznie w oryginale... Dodam jeszcze tylko, że dla mnie lektura "Weichselkirschen" była podróżą w czasie do mojego dzieciństwa - dzięki tej powieści doskonale przypomniał mi się ten "smaczek" z dawnych lat.

W internecie znalazłam jeszcze informację, że powieść została sfilmowana w 1979 r. przez Michaela Günthera, a większość znaczących ról została zagrana przez polskich aktorów (Franciszek Pieczka, Aleksandra Śląska, Kazimierz Wichniarz, Daria Trafankowska i in.). Teraz, kiedy już te moje "Weichselkirschen" przeczytałam. pokuszę się o dotarcie do filmu i obejrzenie go. Zobaczymy, co lepsze:-)

Moja ocena: 5/6

Wydawnictwo: Piper;
Wydanie: 11 (marzec 2008)
Język: niemiecki
Ilość stron: 400
ISBN-10: 3492210279
ISBN-13: 978-3492210270
Wymiary: 19 x 12,1 x 2,4 cm


Rohrdorf - "mała ojczyzna" Leonie Ossowski

Skończyłam czytać bardzo piękną powieść "Wilcze jagody" (wchodzącą w skład trylogii razem z "Wiśniami" i "Porą czarnego bzu"), autorstwa niemieckiej pisarki Leonie Ossowski, urodzonej 15 sierpnia 1925 r. w miejscowości Rohrdorf (dzisiaj Osowa Sień niedaleko Wschowy - oddalone ode mnie ok. 50 km). Właściwe nazwisko pisarki brzmi Jolanthe Kurtz-Solowjew, a swój literacki pseudonim wzięła od swoich polskich przodków, byłych właścicieli Osowej Sieni, którzy osiedlili się na tych ziemiach ponad 750 lat temu. Pasję do literatury i pisarstwa zaszczepiła w niej matka,mało znana w Polsce poetka Ruth von Ostau. W styczniu 1945 roku rodzina 20 letniej wówczas Leonie Ossowski została przesiedlona na tereny zachodnich Niemiec. Musieli opuścić rodowy majątek i rozpocząć wszystko od nowa w zupełnie nowym miejscu - pisarka pracowała m.in. w fabryce, sklepie, biurze, pracowni fotograficznej... do czasu, aż swoje prawdziwe powołanie odnalazła w pisarstwie. W Osowej Sieni zachował się do dziś jej rodzinny dom, a właściwie pałac, którego ostatnim przedwojennym właścicielem był jej ojciec, Lothar von Brandenstein.



Zdjęcia skopiowałam stąd

„Niczym zamczysko, pośrodku długiej liczącej tysiąc dusz wsi, sprawiał wrażenie napuszonego i przeładowanego, jak chciał tego styl z przełomu wieku… Zbudowany z przepychem, jakoś nie pasował do otoczenia, niezależnie, czy patrzyło się na niego zimą, czy latem, w poświacie księżyca, czy w pełnym blasku dnia. Nad chłopskimi zagrodami górował w dwójnasób, a czworokątna kryta gontem wieża była o wiele wyższa niż starsze od niej drzewa w pałacowym parku”

Leonie Ossowski zaczęła pisać w latach pięćdziesiątych - jako pierwsze powstały scenariusze filmowe i krótkie opowiadania, a swoją pierwszą powieść „Wer fürchtet sich vorm schwarzen Mann?” (Kto się boi czarnego luda?) - wydała w 1968 roku. Jej literacki dorobek to około 20 powieści i zbiorów opowiadań. W Polsce ukazała się jej książka „Wilcze jagody” (1998). Jest dzisiaj jedna z najbardziej znanych i lubianych autorek w Niemczech (obecnie żyje i tworzy w Berlinie). Jej dorobek literacki cieszy się uznaniem nie tylko czytelników, ale i krytyków literackich - za swoją twórczość zdobyła wiele nagród i wyróżnień ( m. in. 7 września 2007 wyróżnienie "Zasłużona dla kultury polskiej", przyznane jej w dowód uznania za wkład w pojednanie polsko-niemieckie przez ministra kultury i dziedzictwa narodowego Kazimierza Michała Ujazdowskiego). Głównym założeniem pisarki jest pielęgnowanie pamięci o swojej utraconej "małej ojczyźnie" - w swoich utworach pisze (I to jak pisze!!!) o życiu w Osowej Sieni, aby uchronić przed zapomnieniem, to co w pamięci zachowała, aby przekazać to swoim czytelnikom i zachować dla potomności. W pisaniu Leonie Ossowski wyczuwa się ogromną tęsknotę za minionymi latami, za ziemią swych przodków i za utraconym "krajem lat dziecinnych" - z tej wielkiej tęsknoty powstała powieść "Wilcze jagody"- powieść godna polecenia dla tych wszystkich, którzy lubią klimaty dobrego życia w rodzinnej wiejskiej posiadłości i z wielką historią w tle.


Skończyłam czytać "Wilcze jagody" i aż się boję "uderzyć w klawisze", aby jakimś jednym fałszywym tonem nie zmącić tej wspaniałej harmonii przepięknie opisanych krajobrazów, wydarzeń i ludzi. Opisanych pięknym językiem - czytałam w oryginale, ale dla porównania wypożyczyłam polskie tłumaczenie p. Eugeniusza Wachowiaka - czytelnik ceniący sobie piękno języka polskiego będzie bardzo kontent - celowo użyłam tego określenia - to właśnie dzięki stronie językowej powieści odkryłam, że niewymieniona w powieści z nazwy Wschowa jest piękna (a znam to dość brzydkie miasto, gdyż kilka razy w roku odwiedzamy tam naszych przyjaciół Tomka i Madzię) - i wcale nie trzeba znać miejsc, o których Leonie Ossowski pisze - można je sobie doskonale wyobrazić - obrazy przedstawiające Rynek, gimnazjum czy dworzec kolejowy same stają przed oczyma. A autorka opisuje nie tylko miejsca dziś już nieistniejące, ale i te, które można zobaczyć współcześnie.


Akcja powieści przedstawiona została przez autorkę na dwóch płaszczyznach - ta właściwa rozgrywa się w latach 1933 - 1945 (kiedy Hitler dochodzi do władzy i coraz skuteczniej ją rozszerza i umacnia), i retrospektywnie w czasie od 7.11.1918 - mamy tu więc do czynienia z bardzo pięknie przedstawionymi czasami dwudziestolecia międzywojennego i II wojny światowej. W swoich wspomnieniach bohaterka powieści, Sophie, pisze nie tylko o swoich studiach malarskich w Monachium, o szalonych latach dwudziestych ubiegłego stulecia, wystawnych balach i rautach, wyścigach konnych, o śmietance towarzyskiej międzywojennego Berlina, ale również o postępującym wszechobecnym kryzysie gospodarczym i politycznym (brzmi jakoś znajomo???), galopującej inflacji (np. chlep kosztował wtedy milardy papierowych marek, popularny był handel wymienny i za wszystko płacono produktami), a Berlin pewnej pamiętnej zimy 1923 roku pachniał tylko brukwią - z brukwi było dosłownie wszystko: kotlety, kiełbasa, ciasto, a nawet kawa (jestem ciekawa, jak to mogło smakować, mam nadzieję że nam nasz kryzys czegoś podobnego nie zgotuje). Sophie mieszkała wówczas u swojej ciotki Hedwig, i jako tako nie mogła narzekać - dzięki paczkom otrzymywanym ze Szwajcarii od rodziny zmarłego męża ciotka nie miała biedy, a w jej domu zawsze był olej, masło, wędliny czy ciasto. Sophie zwraca również uwagę na to, że wraz ze spadkiem wartości pieniądza przestały się liczyć w Niemczech jakiekolwiek wartości moralne. Np. na ulicach Berlina panowały zamieszki i ogólny niepokój po nieudanym puczu Hitlera w Monachium - i mimo, że Hitlera aresztowano, ulice miast roiły się od nazistów wdających się w bójki z komunistami i wybijających szyby w żydowskich sklepach. A później następują lata spędzone na wsi, małżeństwo. I w to wszystko wpleciona miłość - najpierw do Filipa, potem do Klemensa i wreszcie do Leopolda von Zertsch, a dzięki temu ostatniemu również do Rohrdorfu, do pięknej okolicy i wspaniałych ludzi.


"Wilcze jagody" przedstawiają życie dwóch ostatnich pokoleń właścicieli Osowej Sieni (sprzed 1945) - Sophie i Leopolda Zertsch, oraz ich córek: Laury, Anny i Marii. Autorka poświęca dużo miejsca społeczności Niemców i Polaków na teranch przygranicznych - w lasach koło Osowej Sieni przebiegała granica polsko - niemiecka. Ogromny wpływ na losy bohaterów powieści miała w owym czasie nazistowska propaganda i ideologia faszystów, poddanie się im niektórych mieszkańców (np. Killert, Teopendorf, WeiB) albo próby przeciwstawiania się im (baron Zertsch, pan von Kuttlau) - ale mimo to, albo może dzięki tym licznym odniesieniom do autentucznych wydarzeń historycznych, czyta się powieść Ossowski z zapartym tchem i z wypiekami na twarzy.


Moja ocena: 6/6

Wydanie niemieckie: Tytuł oryginału: "Wolfsbeeren. Weichselkirschen. Holunderzeit" (Wilcze jagody. Wiśnie. Pora czarnego bzu) Wydawca: Ullstein Tb (August 2000) Ilość stron: 1149 ISBN-10: 3548248160 ISBN-13: 978-3548248165
(prezentowane przeze mnie wydanie jest obecnie niedostępne w sprzedaży na niemieckim rynku księgarskim, ale można dostać wszystkie trzy części osobno, każda kosztuje ok
. 10
€)


Wydanie polskie:Wydawca: Rebis Miejsce i rok wydania: Poznań 1998 r. – Ilość stron: 396 stron ISBN: 83-7120-364-0
Tłumaczenie: Eugeniusz Wachowiak. (Nakład „Wilczych jagód” w j. polskim jest od dawna wyczerpany, ale warto szukać w bibliotekach i na www.allegro.pl - sprawdziłam, na allegro na razie nie ma:-(